Jeden dzień w raju, czyli wyprawa na Whitsundays w praktyce (relacja)

LOTYHOTELPAKIETYAUTOUBEZPIECZENIE

Pewnie nie wielu z was słyszało o Whitsunday. To zjawiskowa wyspa, znajdująca się na drugim końcu świata i należąca do Australii. Jest to takie miejsce, w którym lazurowe barwy kumulują się z białym piaskiem i soczystą zielenią roślin. Takie miejsca lubimy nazywać rajem i moim zdaniem Whitsunday bez wątpienia zasługuje na to skromne miano. Zapraszam na relacje z całodniowej wyprawy do miejsca, które na długo zapada w pamięć.

Do Airlie Beach, czyli niewielkiej miejscowości, z której wypływają wszelakie statki, łódki, jachty, skutery w kierunku wysepek Whitsundays docieramy późnym wieczorem i trafiamy na jeden z kempingów.

2

Spośród wielu propozycji jakie mieliśmy do wyboru zdecydowaliśmy się na ofertę Ocean Rafting. Dlaczego akurat oni? Ocean Rafting był po pierwsze najtańszy, a po drugie używają fajnych szybkich łodzi motorowych, które na pokład mieszczą około 20 – 25 osób. Myślę, że jest to odpowiednia ilość na taką wyprawę – ani za dużo, ani za mało. Dodatkowo plan całodniowej wycieczki prezentuje się dość atrakcyjnie i zawiera kilka przystanków w zależności od wybranej trasy. Do wyboru mamy dwie „północną” i „południową”. Główną różnicą między nimi jest to, iż północna trasa zalicza Whitsunday i Hook Island (ma charakter bardziej odkrywczy), natomiast południowa skupia się głównie na największej wyspie, czyli Whitsunday (ma charakter bardziej wypoczynkowy). My decydujemy się na trasę południową. Koszt całodniowej wycieczki od 9:00 do 16:30 to 139 AUD, czyli około 65 GBP za osobę. Tak więc tanio nie jest, ale jak się później okaże było warto. Opcjonalnie można także dokupić lunch za 10 AUD / 4.50 GBP, ale bez problemu można też zabrać swoje jedzenie na pokład.

white-route

Zaczynamy. Z kempingu odbiera nas minibus, który zabiera nas do portu skąd startuje cała wyprawa. Na tabletach wpisujemy swoje dane, podpisujemy, że jesteśmy świadomi zagrożeń czyhających na nas w oceanie, oraz że płyniemy na własną odpowiedzialność.

3

Po szybkim check-in odbieramy strój piankowy do nurkowania i czekamy na start. Snorking to jeden z pierwszych przystanków w planie wycieczki. Zanim jednak do niego dotrzemy po drodze zatrzymujemy się na oglądanie wielorybów, które w tym okresie lubią pojawiać się u wybrzeży Airlie Beach.

Po 10-ciu minutach postoju ruszamy dalej i zatrzymujemy się u wybrzeży Border Island, by móc spojrzeć oczami podwodnych żyjątek na ich kolorowy świat. Już po pierwszym zanurzeniu ukazuje się zupełnie inny świat i widoki, które do tej pory można było oglądać jedynie w słonowodnym akwarium. Piękne, piękne i jeszcze raz piękne.

Osobiście nie posiadam sprzętu do robienia zdjęć pod wodą, tak więc korzystamy z uprzejmości Ocean Rafting, aby pokazać wam mniej więcej jak to wyglądało, choć z pewnością zdjęcia z GoPro nie ukazują tego tak jak wyglądało to w rzeczywistości. Poniższe zdjęcia są własnością Ocean Rafting.

Pędzimy dalej i kierujemy się wzdłuż wschodniego wybrzeża Whitsunday do jej głównej atrakcji – plaży Whithaven Beach. To zdecydowane sztandarowe miejsce, do którego dociera każdy odwiedzający. Miejsce znane także z pocztówek i folderów reklamujących wszelakie wyprawy na wyspy Whitsundays. Co najciekawsze, to chyba jeden z niewielu przypadków, w którym foldery nie kłamią i nie są przekoloryzowane.

Gdy docieramy do brzegu, dość długo zajmuje mi przeanalizowanie tego co się aktualnie widzi. Ogromna ilość bieli, błękitu i soczystej zieleni. Witamy się z rajską Whithaven Beach!

8

Wyskakujemy z łódki i po chwili przystosowania się do otaczającego nas krajobrazu kierujemy się na punkt widokowy – Hill Inlet. Szlak ku górze wiedzie przez tropikalny las po drewnianych balach. Australijczycy wszystko zorganizowali tak, aby w jak najmniejszym stopniu ingerować w tutejszą naturę.

11

Po dotarciu na szczyt, słowa zachwytu w wielu językach zdają się nie mieć końca…

17

Każdy z obecnych garściami czerpie z krajobrazu, który sprawia wrażenie jakby ktoś go namalował możliwie najpiękniejszymi barwami. A ja ponownie napiszę, że zdjęcia to tylko zdjęcia 🙂

Po 30 minutach, które w towarzystwie takich widoków minęły nie wiadomo kiedy wracamy na brzeg. Dostajemy kolejne 10 minut na nacieszenie się krajobrazem i następnie płyniemy na ostatni w tym dniu przystanek.

22

24

25

Oddalamy się o około 3 km od plaży Whithaven na plażę.. Whitehaven. Przenieśliśmy się po prostu w bardziej ustronne miejsce, gdzie będziemy mieć niespełna 2 godziny, w której między innymi serwowany będzie lunch. Ten czas spędzamy na plażowaniu i kąpieli.

26

30

Powrót do portu w Airlie Beach zajmuje nam dobrą godzinę. Na zakończenie czeka nas jeszcze jedna całkiem fajna atrakcja. Kilka kilometrów przed portem, nasz sternik (jakoś słowo kapitan nie chce mi przejść przez palce 😉 ) pokazuje możliwości naszego wodnego pontonu i kręcimy kilka ósemek przy dużej prędkości.. naprawdę dużej.

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć szczęście odwiedzić Australię i będziecie kierować się z Brisbane do Cairns, koniecznie zajrzyjcie w to miejsce. Będzie to wasz jeden z najlepiej spędzonych dni w waszym życiu.

A na koniec, spójrzcie raz jeszcze na to wszystko z góry… 🙂