Australia Trip 2015: Zapraszamy na relację z podróży „na żywo” #1

LOTYHOTELPAKIETYAUTOUBEZPIECZENIE

Byliście kiedyś w Australii? To niezwykle ogromny kraj na najmniejszym kontynencie świata, urzekający swoją fauną i florą niemalże na każdym kroku. Mnie urzekł na tyle, że po zeszłorocznej podróży od Melbourne aż po Brisbane postanowiłem udać się tam ponownie – tym razem odkrywając północną część kraju. Zapraszam was na relację „na żywo” z drugiego końca świata, która mam nadzieję choć trochę przybliży wam ten przepiękny kawałek ziemi.

W podróż startujemy 18-go sierpnia z Pragi i lecimy do Brisbane. Bilety zarezerwowaliśmy późną jesienią i lecimy na błędzie taryfowym Austrian Airlines. Wracamy w połowie września z krótkim przystankiem w Tajlandii. Czeka nas łącznie 9 lotów różnymi liniami lotniczymi, zarówno tymi tradycyjnymi, jak i azjatyckimi low-costami. Do przebycia mamy ponad 20,000 mil w powietrzu, jak i ponad 10,000 km do przejechania autem już po samej Australii. Ponownie odwiedzimy Brisbane i wzdłuż wschodniego wybrzeża kierować się będziemy na północ do Cairns, by następnie przez pustynny Outback móc dotrzeć do samego serca Australii – góry Uluru. W miarę możliwości na bieżąco będziecie mieć okazję śledzić naszą podróż na łamach Podróżnika.

W drodze powrotnej z powodu konieczności zmiany terminu i niemożliwości zmiany zakupionych biletów, taniej nam wyszło poskładać własny powrót low-costami, niż dopłacić do zmiany biletu. Tak więc do Europy z samej Australii jak na prawdziwych budżetowych turystów przystało wracamy jedynie z 10 kilogramowym bagażem podręcznym różnymi nisko-kosztowymi liniami 🙂 Dodatkowo dzięki temu zahaczymy o kilka magicznych miejsc w Tajlandii. Łącznie za wszystkie bilety po koniecznych zmianach wydaliśmy około £450 za osobę.

START Z PRAGI

bne-route

Na początek przemierzamy odcinek Praga – Wiedeń – Bangkok – Brisbane. Z Wielkiej Brytanii doleciałem już tydzień wcześniej, aby przy okazji odwiedzić rodzinę i znajomych. Jako, że pochodzę z Dolnego Śląska do Pragi dostaję się lokalnymi pociągami. Dojazd z centrum na lotnisko jest bardzo prosty. Wystarczy skorzystać z dwóch linii metra oraz jednego autobusu 119, lub jednej linii metra i autobusu 100 – wszystko na jednym 90 minutowym bilecie. Nadajemy bagaże i pędzimy na nasz lot do Wiednia liniami Austrian. Następnie mamy tylko niecałą godzinę na transfer na kolejny lot do Bangkoku – także Austrianem. Lecimy dość nowym Boeingiem 777-200, którego wnętrze bardzo przypomina nisko-kosztowego Norwegiana, choć na nogi mamy zdecydowanie więcej miejsca 🙂 Personel pokładowy bardzo życzliwy i przyjazny, jednak częstotliwość jak i jakość serwisu pozostawia wiele do życzenia.

a1

HALF NIGHT IN BANGKOK

W Bangkoku mamy ponad 8h przerwy pomiędzy lotami. Wykorzystujemy ją na krótki odpoczynek w jednym z hoteli (Nasa Vegas Hotel) znajdującym się przy samej stacji kolejki jeżdżącej na lotnisko. Na dzień przed wylotem z Pragi świat obiega smutna informacja o zamachu w samym centrum Bangkoku, lecz w żaden sposób nie zmienia to naszych planów.

th5
Pociąg lotniskowy City Line

Z lotniska Suvarnabhumi do centrum najlepiej jest dostać się pociągiem. Do wyboru mamy dwie linie – expresową bez żadnych stopów (SA Express) oraz linię regularną, zatrzymującą się na wszystkich stacjach (SA City Line). My korzystamy z tej drugiej i za 2 bilety płacimy 60 THB (około 1 GBP). Pociąg na lotniskowej stacji tuż po dotarciu z centrum sprawdzany jest przez dwóch ochroniarzy. Widać, że Tajowie dbają pod tym względem o bezpieczeństwo turystów. Nie wiem tylko, czy taką procedurę zaczęto stosować po ostatnim zamachu, czy było to praktyką od dawna. Do hotelu dojeżdżamy po 15 minutach i z wykorzystaniem kodów rabatowych nie płacimy za niego więcej niż 5 GBP (cena normalna około 10 GBP). Hotel pobiera jednak od nas 1000 THB zwrotnego depozytu.

p2

To co w pierwszej chwili uderza w nas po wyjściu ze stacji to wysoka temperatura – ponad 35 stopni. Wystarczy przejść kilkanaście metrów by móc poczuć ją na własnej skórze.

Około 21:30 opuszczamy hotel, wsiadamy ponownie w pociąg i pędzimy w stronę lotniska. Przechodzimy bardzo szybką kontrolę bagażu podręcznego, można by powiedzieć wręcz błyskawiczną, za to na dobre 30 minut stajemy w kolejce do sprawdzenia paszportów. Tym razem lecimy tajskimi liniami Thai, na których to pokładzie czeka nas blisko 8 godzin lotu.

th7
Lotnisko w Bangkoku (BKK)
th8
Lotnisko w Bangkoku (BKK)

Wrażenia z przelotu jak najbardziej pozytywne. Niesamowicie uprzejma załoga pokładowa, bardzo smaczne jedzenie, a częstotliwość obsługi pasażerów aż nadto zadowalająca. Ponadto podczas blisko 8-godzinnego lotu około 5 z nich bujało, podrzucało, raz mocniej raz mniej. Dodatkowe atrakcje świetlne serwowała nam burza, która swoimi piorunami efektownie rozświetlała niebo. Generalnie był to jeden z najbardziej „burzliwych” lotów jakie miałem okazje odbyć do tej pory 😉

th1
Wnętrze Thai Airways
th6
Pustynny australijski Outback w okolicach Darwin

AUSTRALIA AGAIN

W okolicach 11:30 rano lądujemy na lotnisku w Brisbane, czyli w mieście, w którym mniej więcej w tym samym czasie rok temu zakończyliśmy swoją podróż z Melbourne. Australia ma bardzo rygorystyczne przepisy odnośnie wwożenia na jej teren wielu rzeczy, a już w szczególności żywności. Same paszporty przeszliśmy błyskawicznie, praktycznie, bez żadnych pytań, oprócz jednego – gdzie dziś będziemy spać. Po odbiorze bagażu byłem przekonany, że lecąc z Bangkoku będziemy mieć je sprawdzane pod kątem potencjalnej żywności lub innych zakazanych rzeczy – i tak też się stało. Na szczęście obyło się bez wyciągania czegokolwiek z nich, za sprawą czworonożnego przyjaciela celników. Z naszej grupy czworonóg nie zainteresował się żadnym z bagaży, tak więc po chwili byliśmy już w hali odlotów.

th4
Lądowanie w Brisbane
th2
Boeing 777-200ER linii Thai na lotnisku w Brisbane

Odbieramy zarezerwowane wcześniej auto, które najtaniej wyszukał nam Skyscanner. Za 17 dni wynajmu SUVa płacimy 666 AUD, czyli około 310 GBP. W hali odlotów zaopatrujemy się także w lokalne karty sim, dzięki którym będziemy mieć kontakt ze światem 🙂 Jeśli chodzi o internet mobilny w Australii to polecam sieć Yes Optus. Mają oni bardzo dobry zasięg w całej Australii jak i ciekawy plan taryfowy, który za 2 AUD dziennie daje nam 500 MB danych, które odnawiają się automatycznie codziennie (pobierając oczywiście kolejne 2 AUD). Plan jest dość elastyczny tak więc można doładować się dowolną kwotą. Dzień kończymy zakupami w Woolworth (odpowiednik Asdy) i jetlagiem, który późnym wieczorem daje już o sobie znać. Na pierwszą noc w Australii zarezerwowany mamy także budżetowy Ibis za około 27 GBP. W poruszaniu się po kraju przez najbliższe kilkanaście dni pomagać nam będzie niezastąpiona Maps Me z mapkami offline, a w poszukiwaniu kolejnych noclegów między innymi aplikacja Wiki Camps.

Dodam tylko, że już na samym starcie pogoda nieco psuje nasz plan podróży na jutro, tak więc zamiast spędzać dzień w okolicach Brisbane, pędzimy 1000 km na północ w kierunku Airlie Beach. Na kolejną część relacji, która mam nadzieję choć trochę pozwoli wam poczuć klimat tego pięknego kraju zapraszam już niebawem 🙂